piątek, 28 listopada 2014

Pokój niewykorzystanych szans. - V

     Urodziłam się w 1982 roku w dosyć starej i zamożnej rodzinie, należącej do uprzywilejowanej klasy czarodziejów. Tak, w naszej rodzinie liczyła się czysta krew, ale nie aż tak jak w innych wielkich rodzinach. Preferowaliśmy raczej spokojne życie na poziomie... preferowaliśmy, raczej moi rodzice... Nie mogę powiedzieć że miałam z nimi ciężko, bo to było by kłamstwo. Nigdy sie nie buntowałam, nigdy nie kłóciłam, wiec moja rodzina nigdy nie była skłócona. Mogła bym powiedzieć ze w życiu nie spotkało mnie nic złego... Mogła bym, gdybym tylko wymazała z niego jednego czarodzieja.
Ale wiecie? Nie. Nigdy.
Nie pozwolę aby jedyna żywa osoba która wiedziała o naszej miłości teraz zapomniała o niej. Nie pozwolę sobie zapomnieć, ponieważ miłość nawet jeśli kończy sie tragicznie to wciąż jest miłością i wciąż jest najwspanialszym uczuciem na ziemi.
Jeśli nigdy sie nie kochało, łatwo je pomylić z zauroczeniem lub fascynacją, ale gdy już ją przeżyjesz każde inne uczucie wyda Ci się blade...
Nazywam się Astoria Greengrass i ja wiem czym jest prawdziwa miłość.
     Astoria i Dafne Greengrass- najlepsze przyjaciółki. Całe moje dzieciństwo tak wyglądało. Byłam tak zapatrzona w moją starszą siostrę, że nie potrzebowałam w życiu nikogo innego. Na prawdę... była wszystkim. Moje uwielbienie do jej osoby zwiększyło się jeszcze bardziej gdy dostała list z Hogwartu. Fakt, z jednej strony byłam smutna że wyjdzie, ale z drugiej, jeju wreszcie dostanie różdżkę i szaty i książki. To było takie ekscytujące...
Gdy Dafne wyjechała na swój pierwszy rok, wysyłała mi sowę prawie co trzy dni. W efekcie znałam większość jej znajomych i umiałam się na ich temat wypowiedzieć, wiedziałam wszystko bo w końcu ... Astoria i Dafne Greengrass- najlepsze przyjaciółki na świecie.
Wszystko się zmieniło gdy także dostałam taki sam list. Już na początku sierpnia potrafiłam dostrzec, że moja siostra jest zazdrosna o  uwagę jaką poświęcają mi rodzice. Nowe szaty, nowe książki fakt miała to samo, ale widać że brakowało jej zainteresowania.
Całą sprawę pogarszała wielka ucieczka Syriusza Black'a- groźnego mordercy który według plotek chciał zabić słynnego Harrego Pottera. Cóż mogę powiedzieć. Rodzice się o mnie bali, to był mój pierwszy rok, dopiero miałam uczyć się podstaw, a groziło mi spotkanie z przestępcą. W końcu sama była bym przerażona o Scorpius'a w takiej sytuacji. Ale Dafne...
Moja pierwsza podróż do Hogwartu nie należała do najprzyjemniejszych. Siedziałam w przedziale z siostrą ale ona wcale ze mną nie rozmawiała. Nie wiedziałam że aż tak bardzo mnie oleje dla reszty... Wtedy w przedziale chciało mi się płakać z samotności... Teraz po latach wiem ze po prostu do pociągu weszli dementorzy. Wiem że nie Dafne do tego doprowadziła, lecz oni... Wiem... a raczej chce w to wierzyć.
Zostałam przydzielona do Slytherinu. Domu w którym była znaczna większość mojej rodziny. Byłam z tego strasznie dumna, praktycznie skakałam z radości. Mogłam jeść z siostrą posiłki, mogłam nie być sama... W podskokach pobiegłam do stołu aby usiąść obok siostry lecz wszystkie miejsca były zajęte...  Było mi strasznie głupio że musiałam się wracać na sam początek i usiąść z obcymi. Ale dla mnie wtedy to "wciąż nie była wina Dafne"
Już na pierwszej lekcji jaką była obrona przed czarną magią znalazłam koleżankę. Cama Leonte* jak ja była wychowanką domu węża i jak ja nie znała jeszcze tutaj nikogo. Od razu znalazłyśmy nić porozumienia. Mimo iż nie spałyśmy razem to wszystkie dni spędzałyśmy w swoim towarzystwie. Pamiętam dzień kiedy to przez jej niedyskrecje spotkałyśmy Dracona. Była to sobota. Wreszcie mieliśmy trochę wytchnienia. Może był to głupi pomysł ale mimo chłodu chciałyśmy wyjść na błonia. Zabrzmi to banalnie i sztucznie ale zgubiłyśmy się. Tak po połowie roku wciąż byłam w stanie się zgubić w tym zamku. No ale na prawdę schody zmieniają nagle swój kierunek, jak to ogarnąć w tak krótkim czasie.
Na błoniach znalazłyśmy się w tym momencie gdy ta Granger uderzyła Draco w twarz. Szczerze mówiąc nie znałam go więc nie byłam jakoś bardzo zaszokowana, w przeciwieństwie do Camy która była zdziwiona za nas dwie.
Nie mogła przestać o tym rozmawiać "Draco Malfoya pobiła dziewczyna" "Mój Boże słyszałam jak nazywał ją szlamą. Pewnie dla tego go pobiła" "Wszyscy w Slytherinie go podziwiają a on oberwał od córki mugoli" Niestety ostatni komentarz został dosłyszany przez Dracona. Pamiętam gdy chwycił ją za ramię i wyniosłym głosem powiedział "Na prawdę to ty takie rzeczy rozgadujesz". Pamiętam jak ją wtedy zatkało. Nie mogła sie ruszyć, odezwać, nawet nie jestem pewna czy oddychała w tym momencie.
W tym momencie zdecydowałam, że tak lubie Camy i jest ona warta walki. "Nie rozgaduje tylko wciąż dziwi się że dałeś się Granger. Jesteś chłopakiem nie powinieneś dac się pobić tak łatwo. Ja bym na twoim miejscu się wstydziła..." Gdy to powiedziałam w jego szarych oczach dostrzegłam lekkie poruszenie. Wtedy chłopak nie potrafił ukryć tego co myślał. Nie tak dobrze jak mężczyzna którym jest dzisiaj.
Wtedy ta chwila była dla mnie niczym. Dzisiaj wiem że wtedy twój ojciec dostrzegł mnie.
Zanim się obejrzałam ten rok szkolny się skończył. Syriusz Black uciekł z naszej szkoły ale podobno nikomu nic się nie stało. Zyskałam przyjaciółkę, lecz jednocześnie straciłam siostrę. No cóż okazało się że Draco powiedział o spotkaniu swojej odwiecznej adoratorce Pansy, która była przyjaciółką Dafne...
I tak się złożyło, że Dafne nie umiała mi wybaczyć tego że go zaintrygowałam. Ten rok nie był idealny. Ale był to jedyny rok z szkole magii i czarodziejstwa który nie był dla mnie ciężki. Moje życie miało się zmienić i gdybym wiedziała to wtedy bardziej bym to doceniła.
     W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym roku odbyły się czterysta dwudzieste drugie mistrzostwa świata w Quidditchu. Cała rodzina Greengrassów zajęła honorowe miejsce w loży vipów wraz z samym ministrem magii. Stradion był ogromny i robił na mnie ogromne wrażenie. Nasze miejsca z pewnością były dobre i dała bym uciąć sobie rękę że wiele osób zrobiło by wiele aby je zdobyć, a ja po prostu je miałam. Niedaleko nas stał Lucjusz Malfoy przyjaciel mego ojca wraz z swoim synem Draconem. Dafne była tak podekscytowana, że do dzisiaj nie pamięta że trzymała mnie wtedy za rękę.
"Mamo gdzie są toalety?" Zapytałam na krótko przed rozpoczęciem meczu. Mój ojciec popatrzył na mnie z naganą ale było już za późno. Zadałam już to pytanie i musiałam odciągnąć kogoś od oglądania. Tą osobą okazała się moja starsza siostra która zrobiła by wszystko by móc przejść tuż przed nosem młodego Malfoya. Nasza siostrzana podróż do toalety nie trwała długo ponieważ gdy tylko wyszłyśmy z naszego sektoru zgubiłam ją w tłumie. Starałam się ją znaleść tak długo że już nawet zapomniałam po co wyszłam z tego głupiego sektoru. Gdy tylko usłyszałam że mecz się rozpoczął usiadłam na jednym ze stopni i wzięłam głęboki oddech. Liczyłam że zaraz każdy pójdzie w swoją stronę i w przejściu zrobi się trochę mniej duszno, ale nie zapowiadało się na to.
Nie wiedząc za bardzo co robić siedziałam wciąż na schodach nie zważając na skargi niektórych czarodziei, Dafne przeciez musiała się zorientować ze mnie zgubiła... Pamiętam że w mojej głowie było to wieczność zanim dostrzegłam że ktoś się nade mną pochylił.
"Wszystko dobrze?" Usłyszałam głos i po chwili dostrzegłam chłopaka z brązowymi włosami. Znałam go skądś.
"Czekam tutaj na siostrę" Odpowiedziałam nie zastanawiając się głębiej nad chłopakiem i popatrzyłam w dal.
"Co powiesz na to abym poczekał z tobą? Wyglądasz na zagubioną." Brunet usiadł obok mnie tym samym zajmując kolejną cześć przejścia. "Mam na imie Cedrik, Cedrik Diggory" Gdy tylko się przedstawił olśniło mnie. Kojarzyłam jego imie ponieważ był szukającym Hufflepuff'u.
"Wiedziałam że skądś Cię kojarzę. Przegraliście z nami pierwszy mecz sezonu" Powiedziałam uśmiechając się do siebie i poprawiając mój sweter.
"Ej według mnie to była wyrównana walka. Slytherin miał farta tyle Ci powiem" Mówił to z takim przekonaniem że w tamtej sekundzie byłam mu w stanie uwierzyć w każde słowo.
"Tak, a Gryfindor? Też miał farta?" Dodałam wreszcie odwracając się w jego stronę.
"Nie Gryfindor jest uczciwy i są świetni..." Uśmiechnął się szelmowsko i uniósł ręce do góry. "Zgubiłaś się czy na prawdę czekasz na siostrę?" Zapytał po dłuższej chwili wciąż emanując wielkim entuzjazmem.
"Nie siedze tutaj bo jest świetny widok" Wywróciłam oczami i westchnęłam.
"Nie ładnie sarkazm. Jesteś tylko na drugim roku, a ja już na siódmym jestem po prostu bardziej doświadczony... w życiu." Powiedział żartując i uśmiechnął się. Zdziwiłam się skąd szukający Hufflepuffu zna mój wiek ale nie miałam zamiaru się poniżać pytając.
"Wiek to tylko liczba Cedricku Diggory. Liczy się to co ma się w głowie." Powiedziałam przesadnie się uśmiechając. Widziałam lekkie zdziwienie połączone z rozbawieniem na jego twarzy, Był jak otwarta księga. Nie musiałam zgadywac co myśli. To była miła odmiana...
"A więc jak masz na imię?" Zapytał brunet po chwili uwaznie mi się przyglądając. "Niestety nie znam wszystkich ślizgonów"
"Nazywam się Astoria Greengrass" Wstałam i wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. "I możliwe że potrzebuje twojej pomocy"
Cedrik tego dnia pomógł mi bezinteresownie. Nie znał mnie za dobrze, a jak już to widział że nie byłam zbyt miła dla niego. Cechami Hufflepuff'u podobno są takie cechy jak lojalność, uczciwość, koleżeńskość, cierpliwosć, schludność i pokojowe nastawienie . Brunet posiadał je wszystkie i mimo tego że początkowo nie byłam do niego przekonana to ten moment, ten mecz rozpoczął zmiany zachodzące w moim umyśle.
"Dziękuje." Powiedziałam wreszcie widząc moją rodzinę siedzącą przy barierce.
"Nie ma sprawy.Zrobiła byś to samo." Uśmiechnął się lekko. "Do zobaczenia w roku szkolnym Greengrass" Cedrik juz miał odchodzić lecz w nagłym przypływie poczucia winy krzyknęłam.
"Czekaj... Mój tata mówi że dzisiaj wieczorem pole namiotowe będzie niebezpieczne. Nie plątaj się tam dobrze?" Nie miałam wtedy pojęcia co ma się stac już za kilka godzin a jednak go ostrzegłam. Miałam w mojej głowie ten dziwny głos który pojawia się kilka razy w życiu i nigdy się nie myli.
"Oj tam nic mi nie będzie. Pamiętaj, że jestem ten mądry i doświadczony"  Pokręcił głową rozglądając się. "A Ciebie tam nie będzie? Gdzie śpisz?" Zapytał po chwili.
"Tata coś załatwił ale nic mi nie powiedział jeszcze" Zastanawiałam się czemu aż tak niebezpiecznie jest na polu namiotowym skoro każdy tam ma różdżkę i każdy moze się bronić. Czemu my musimy dziwaczyć i udawac się gdzieś indziej?
"Jak będziesz chciała to przyjdź do nas. Będziemy świętować. Godzine po zakończeniu na samym środku przy namiocie patrolowym?" Zapytał z uśmiechem i mimo iż znałam go godzine, czułam że on na prawdę mnie tam chce...
     O wyznaczonej godzinie pojawiłam się na samym środku campingu. Zobaczyłam chłopaka stojącego po drugiej stronie i wypatrującego mnie. W głębi serca myślałam że nie przyjdzie wiec ten widok sprawił że zrobiło mi się ciepło na sercu. Podeszłam do bruneta i nawet nie zdążyłam nic powiedzieć ponieważ ludzie zaczeli krzyczeć i uciekać. Cedrik zaskoczony popatrzył na mnie i zaczął wypatrywać swoich rodziców. Przerażony krzyknął i zaczął krzyczeć abym biegła z nim. Nie myśląc wiele zaczęłam biec ile sił w nogach wraz z całym przerażonym tłumem. To byli śmierciożercy. Poplecznicy Lorda Voldemorta. Ojciec miał racje... Plan mieli idealny. Zaatakować teraz, zastraszyć...
Biegłam za Cedrikiem próbując nadążyć. Widziałam dookoła same płonące stoły oraz namioty. Wszystko wyglądało przerażająco. Jakiś czarodziej obok popchnął mnie i zrzucił na mnie cały stół stający przy jakimś namiocie. Przeklnęłam głośno rozglądając się i próbując go podnieść.
"I znowu Cię ratuje" Krzyknął chłopak wyciągając różdżkę. Może mi się wydawało ale wtedy w jego szarych oczach dostrzegłam lekkie rozbawienie. Nie chcac wyjść na panienkę w opresji krzyknęłam "Accio" i gdy jego różdżka znalazła się w mojej dłoni uśmiechnęłam się przebiegle "Wingardium leviosa" Powiedziałam celując w stronę wielkiego drewnianego stołu i wstałam najszybciej jak mogłam.
"Mówiłam Diggory. Wiek to tylko liczba" Rzuciłam mu jego różdżkę i pobiegliśmy w strone wyjścia.
Nie widziałam go od momentu gdy opuściłam obozowisko, aż do momentu kiedy czara ognia wyrzuciła karteczkę z jego imieniem i nazwiskiem. Unikałam go? Może. Wiedziałam ze czułam się źle w związku z atakiem śmierciożerców o którym praktycznie mu powiedziałam...
On sam zapewne teraz myślał ze jesteśmy jego sługami i nie chciał się do mnie zbliżać...
Ale my nie byliśmy! Sprawdziłam ramiona mojego ojca dwa razy i nawet próbowałam z zaklęciem ujawniającym. Myślałam że wtedy moja przygoda z chłopakiem się skończyła ale to był dopiero początek.

      "Astoria?" Usłyszałam swoje imię i odwróciłam się. "Co ty tu robisz?" Powiedział chłopak z uśmiechem.
"Nic pomyślałam że powiem Ci powodzenia tuż przed wyjściem na arene" Uśmiechnęłam się nieśmiało i poprawiłam włosy.
"Trzeba było wejść do namiotu" Uśmiechnął się z wielkim entuzjazmem. Nie rozumiałam czemu on nie rozumie. Proszę...dziennikarka z rubryki z plotkami w namiocie oraz trzynastolatka życząca siedemnastolatkowi powodzenia w turnieju trójmagicznym z tego na pewno wyszła by jakaś niezła historia. Ale On tego nie widział...
"W takim razie powodzenia. Nie co dzień walczy się ze smokami" Martwiłam się o niego. Nie wiem czemu ale nie wyglądał na potężnego czarodzieja. Ja raczej widziałam w nim przyjaznego, dobrego, pomocnego chłopaka a nie kogoś kto sam miał pokonać smoka.
"Coś czuje że wygram tą konkurencje..." Krzyknął na pożegnanie i pobiegł w stronę namiotu. Pokręciłam głową z uśmiechem i pomyślałam wtedy Grunt to pozytywne myślenie. Cedric nie wygrał tej rundy... ale przeżył... i zdobył jajo. To jajo stało sie naszym pretekstem do konkurowania ze sobą. Kto pierwszy wymyśli co z nim zrobić. Drugoklasistka czy praktycznie dorosły czarodziej?
Już drugiego dnia po zdobyciu go chłopak zaczepił mnie na korytarzu pytając o jakikolwiek pomysł.
Początkowo się nie zgodziłam, ale... to była na prawdę dobra okazja aby udowodnić mu że jestem i zawsze będe mądrzejsza od niego. A więc spotykaliśmy się. Początkowo była to biblioteka lub opuszczony korytarz na siódmym piętrze, do czasu odkrycia przeze mnie tajmniczego pokoju.
Pewnej niedzieli chodziłam po zamku z Camy i sprawdzałyśmy czy znamy juz każdy możliwy kąt. Faktem było że schody nas już nie oszukiwały i zawsze umiałyśmy się znaleźć. W miedzy czasie udało mi się otworzyć i opowiedzieć jej o mojej relacji z siostrą... Nie było to łatwe ale z pewnością po tym mi ulżyło.
Gdy odprowadziłam długowłosą przyjaciółkę do dormitorium udałam się w stronę sowiarni. Wraz z Camy wpadłyśmy na pomysł że skoro nie mam jak porozmawiać ze starszą siostrą to czemu by nie napisać listu. Gdy wchodziłam po wysokich schodach na chwilę oparłam kartkę o mur i zaczęłam dopisywac kolejny fragment listu. Nie byłam w stanie napisac nawet jednego zdania ponieważ w kilka sekund chłodny mur zmienił się w drewniane drzwi.
Nie wiedziałam co to... Ukryty pokój? Ukryta sala? I jak już to czemu w tak ciasnym i ciemnym miejscu? Popatrzyłam na swój list i z całą siłą nacisnęłam mosiężną klamkę. Komnata była ogromna. Jej ściany były z białej skały i były kompletnie gołe. Nie było tutaj nic poza małym stołem na środku.
"Może ten pokój spełnia potrzeby? W końcu potrzebowałam na czymś napisac ten list..." Powiedziałam sama do siebie. Końcówka zdania odbiła się echem po wielkim pomieszczeniu. Nie wiedząc co robić powoli podeszłam do stołu i zaczęłam pisać list. Nie zauważyłam nawet kiedy automatycznie rozpoczełam czytanie tego co piszę.
"Pamiętasz te wakacje... Ten lipiec zanim dostałam list z Hogwartu. Bawiłyśmy się wtedy w jadalni. Byłyśmy tak blisko. Co się stało. Czy gdybym go nie dostała było by lepiej? Czy gdybym nie wykluczyła cię z tej wielkiej radości jaka mnie przepełniała było by lepi..." Przestałam czytać bo zobaczyłam że nagle znajduje się w moim pokoju. Widziałam siebie trzymającą wciąż zamknięty list. Wiedziałam co się zaraz stanie... Zawołam rodziców i bedziemy się cieszyć, a nawet skakać z radości.
Ale nic takiego się nie stało. Mijały minuty a ja wciąż stałam. Jak by tylko ta scena miała być mi ukazana.
"Później otworzyłam kopertę..." Szepnęłam sama do siebie i wizja mnie dwa lata temu zrobiła dokładnie co powiedziałam. Czyżbym mogła przeżyć tą chwile jeszcze raz? Zmienić coś? Dostać drugą szanse?
"Zawołałam pierwszą Dafne" Powiedziałam niepewnie sprawdzając czy właśnie to się stanie. Młodsza wersja mnie krzyknęła i chwile później w drzwiach pojawiła się moja siostra.
"Powiedziałam jej że ja kocham i że ciesze się ze wreszcie nie będę musiała spędzać roku bez niej" W moich oczach pojawiły się łzy widząc jak ja i moja siostra się przytulamy. To było jak narkotyk, chciałam zmienić więcej. Nie wiem jak długo siedziałam w tym pokoju ale zmieniłam wszystko. Pokątną, wybór szat, książek... wszystko zrobiłam z nią i wydawało by się że gdybym tak postąpiła wciąż byłybyśmy sobie bliskie...
Chciałam zobaczyć więcej... więcej... ale nagle wszystko zniknęło i przed moimi oczyma pojawiły się te same białe ściany co wcześniej. Z tą różnicą, że na jednej z nich widniało moje imię i nazwisko. Uśmiechnęłam się na widok złotych liter i popatrzyłam w stronę drzwi. Chyba to oznaczało że musiałam wyjść. Zobaczyłam co by było gdybym postąpiła tak a nie inaczej... Miałam szanse na nasza przyjaźń ale ją straciłam...
Ten pokój nie zmienił przeszłości pokazał mi tylko co by było gdyby...
Może dla tego automatycznie zaczęłam go nazywać"Pokojem niewykorzystanych szans" Minął tydzień zanim namówiłam Cedrika aby chociaż poszedł ze mną do sowiarni. Myślał, że go nabieram lub chce znowu coś udowodnić. Lecz gdy się udało był równie zachwycony co ja. Siedzieliśmy tam godzinami rozmawiając o wszystkim i zarazem o niczym. Takie proste a za razem takie skomplikowane... Myślę że siedzielibyśmy tam godzinami gdyby nie rozmowa o balu Bożonarodzeniowym.
"Czemu nie chcesz iść ze mną?" Zapytał Cedrik splatając ręce na piersi.
"Jestem pięć lat młodsza, wiesz jakie plotki się zaczną?" Praktycznie krzyknęłam masując skronie.
"Ktoś kiedyś powiedział mi, że wiek to tylko liczba..." Uśmiechnął się przebiegle myśląc, że w ten sposób wygra.
"To będzie w proroku codziennym. Moi rodzice mnie wypiszą z tej szkoły..." Wstałam z podłogi i stanęłam obok. "To nie jest takie łatwe..."
"To tylko bal Astoria..." Westchnął smutny chłopak i także wstał.
"Przepraszam ale nie" Powiedziałam dobitnie i wyszłam z pokoju.
      Gdybym wiedziała jak bardzo głupia byłam... Ludzie zawsze gadają. Po co ja się nimi przejmowałam... W trakcie gdy wszyscy uczniowie powyżej czwartego roku mieli mieć bal młodsi musieli siedzieć w dormitoriach. Chyba nigdy nie należałam do zbyt posłusznych osób, ponieważ bez większych wyrzutów sumienia przebrałam się w sukienkę wyszłam z lochów i zakradłam się aby zobaczyć pierwszy taniec. Stanęłam na schodach za filarem gdy wszyscy uczestnicy turnieju i ich partnerzy stali przed wielką salą. Dostrzegłam Cho Chang dziewczynę z szóstego roku z Cedrikiem. Harrego a jakąś Gryfonką oraz Wiktoria Kruma z Granger.
Po chwili dostrzegłam pewien łańcuch. Wiktor Krum zawodnik wpatrywał się z Hermione Granger, Ona natomiast szukała wzrokiem kogoś innego. Harry wpatrywał się w Cho, Cho w Cedrika, a Cedik... we mnie.
Chyba nikt z nich nie był tu z kimś kogo na prawdę chciał...
Wielka sala była przystrojona pięknie, to musiałam przyznać. Nawet teraz mogę powiedzieć że w życiu nie widziałam ładniejszego miejsca niż tamto... Nie stałam tam długo, a mimo to byłam w stanie zobaczyć cały taniec. Widać że była w nim zakochana. Cho Chang szczerze kochała Cedica Diggoryego, mogłam sobie wyobrazić jak się cieszyła gdy ją zaprosił.
Szkoda tylko że najpierw zaprosił mnie... Uśmiechnęłam się lekko na tą myśl. Jej miłość chyba nie była odwzajemniona przez chłopaka, a mnie to w jakiś sposób cieszyło. Ta radość nie trwała długo ponieważ on się śmiał, uśmiechał do niej na jej miejscu pojawiła się zazdrość która praktycznie wypędziła mnie z wielkiej sali i zaprowadziła do pokoju niewykorzystanych szans.
Cały wieczór spędziłam na oglądaniu "co by było" gdybym się zgodziła. Tańczylibyśmy cały wieczór, spędziła bym lepiej czas...
Ale nawet w wizji wytworzonej przez pokój mogłam dostrzec osądzające spojrzenia ludzi.
"Oni zawsze będą osądzać" Usłyszałam głos wysokiego chłopaka za moimi plecami.
"Bo na prawdę wyglądało by to podejrzanie. Już nawet nie mówię tu o naszym wieku..."
"No tak pytania. Skąd się znamy? Ale jak? Ciekawe co oni ze sobą robią?" Uśmiechnął się. "Ludzie są dziwni, to fakt ale ja chciałem Cię zaprosić bo cię lubie. Chciałem z tobą potańczyć, pobawić się..." Powiedział i tym samym zaczął kolejną wizję...
Przez całą noc stworzyliśmy jedną z najpotężniejszych z nich... Odwzorowaliśmy cały wieczór i tańczyliśmy do upadłego. To była jedna z tych rzeczy jakie w nim lubiłam. Zawsze miał czas dla mnie... swojej przyjaciółki.
    Drugie zadanie było trudne. Szczerze bałam się o tą dziewczynę gdy dała się podtopić z własnej woli. Co ta nieodwzajemniona miłość robi z człowiekiem... Pamiętam że tego wieczora Cedric wysłał mi sowę z wiadomością czy to także pragnę odwzorować. Myślę, że wciąż gdzieś ją mam...
Każdy dzień spędzaliśmy razem, w ukryciu. Nie robiliśmy kompletnie nic...
Zapewne gdybyśmy wiedzieli co przyniesie jutro wykorzystalibyśmy dany nam czas w inny sposób, lecz niestety o nas... potajemnie się spotykających małych, szarych myszkach nie istnieją przepowiednie. Jesteśmy skazani na ślepy los...
I ten los wybrał że Cedrik Diggory zmarł z ręki Lorda Voldemorta. W sekundzie gdy Harry Potter pojawił się trzymając jego nieruchome ciało, coś pchnęło mnie aby biec ile sił w nogach do zamku, do naszego pokoju...
Gdy tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam Cedrika... Wiem, nie możliwe przed chwilą był martwy. Do dzisiaj nie wiem jak on się tam znalazł, lecz gdy tylko zamknęłam drzwi zaczął mówić.
" Skończył bym szkołę. Znalazł prace w świętym Mungu i szukał domu. Wciąż trzymali byśmy kontakt i nawet zbliżylibyśmy do siebie... Za pięć lat ty skończyła byś szkołę, znalazła pracę. Tak twoja wymarzoną jako Magitekt**. Wyznał bym Ci co do Ciebie czuje od momentu gdy się poznaliśmy, powiedziała byś że czujesz to samo..." Od kiedy zaczął dookoła mnie pokazywały mi się przeróżne sceny które mogły być naszą przyszłością. "Oświadczył bym Ci się po jakimś czasie. Mielibyśmy huczne wesele. Każdy by o nim mówił... Znaleźlibyśmy dom, podróżowalibyśmy... Po kilku latach doczekalibyśmy się dzieci. Dwoje? Troje? Siedmioro? Nie ważne. Obserwowalibyśmy jak dorastają... razem. Powoli, szczęśliwie byśmy się starzeli. Skończylibyśmy pogrzebani obok siebie... Na zawszę razem..." Z moich oczu poleciały stróżki łez. Stał przede mną, widziałam go przecież...
"Gdybym tylko wykorzystał szanse którą dostałem i pozwolił Potterowi samemu złapać ten puchar..." Powiedział Cedirk i stanął przede mną.
"Ja też Cię kocham. ..."Powiedziałam zaciskając powieki i poczułam jak coś chłodnego pojawia się w mojej ręce. Otworzyłam oczy aby popatrzeć na niego jeszcze raz, ale jego już nie było. Rozpłynął się w powietrzu, a w mojej ręce został jedynie zloty pierścień który znalazł na mistrzostwach i na którym różdżką umieścił nasze inicjały.
Tak, kochałam Cedirka Diggoryego.
Tak, nie była to typowa miłość.
Tak, nie była ona pełna romantycznych momentów... wzlotów i upadków.
Tak, mimo młodego wieku się zakochałam
Ale tak była prawdziwa... bo wiek to tylko liczba.


*- Cama Leonte- Nie ma takiej postaci wymyśliłam ją. Camaleonte to Kameleon po włosku


** Magitekt - magiczny architekt. Nie wiem skąd to wzięłam ale ja tego nie wymyśliłam. Gdzies się spotkałam z tym określeniem.